„Klasyk” w Landmannalaugar, czyli spacer na wulkan Brennisteinsalda

Szlak na górę Bláhnúkur, o którym ostatnio wspominałem, przez wielu uznawany jest za jeden z najtrudniejszych traktów w całym Landmannalaugar. Dzisiaj natomiast, dla jego przeciwieństwa, napiszę o jednej z mniej wymagających tras, prowadzących na szczyt wulkanu Brennisteinsalda. Wulkanu, który jest tak kolorowy, że jego zdjęcia zdobią liczne, islandzkie przewodniki…

Czym jest Brennisteinsalda?

Brennisteinsalda to niewielki wulkan, położony na wysokości 855 m n.p.m. położony oczywiście w Landmannalaugar. Chociaż jego ostatnia erupcja miała miejsce stosunkowo niedawno, bo w 1961 roku, to wulkan ten wciąż jest aktywny, a w jego okolicy znajdują się liczne fumarole z z których z sykiem wydobywają się z ziemi gorące gazy.

Nazwa wulkanu w polskim tłumaczeniu oznacza falę siarki i nie wzięła się z przypadku. Nawiązuje do charakterystycznych, żółtych plam wiadomego pochodzenia, które zdobią górę. Oczywiście nie są to jedyny kolor, który możemy tutaj podziwiać – dodatkowo zobaczymy w tym miejscu piękną, żywą zieleń z mchu, czerń oraz błękit pochodzący z popiołów wulkanicznych i ognistą czerwień, która pochodzi z bogatej w żelazo ziemi.

Jak wygląda trasa na wulkan Brennisteinsalda?

Szlak, prowadzący na jedną z najbardziej kolorowych gór w Landmannalaugar rozpoczyna się oczywiście przy Ferðafélag Íslands i jego pierwszy odcinek jest identyczny, jak miało to miejsce w przypadku trasy prowadzącej na pola lawy Laugahraun. Jednak po pokonaniu około 1,5 km, na szlaku powinno znajdować się skrzyżowanie z kierunkowskazami do Laugahraun oraz do Vondugil. Oczywiście w tym miejscu należy pożegnać się z drogą biegnącą do pół lawy i kierować się na zachód, w stronę pięknej doliny Vondugil.

Początkowe metry traktu do doliny biegną po stosunkowo płaskim terenie, ale później droga robi się dość stroma oraz na pewnych odcinkach bardzo śliska. Jednak widoki, które nam towarzyszą podczas wędrówki, rekompensują trud włożony w pokonanie każdego odcinka. Majestatyczny krajobraz na okolicę Landmannalaugar, islandzkie pustkowia czy na zastygłe pola lawy w połączeniu z szumem wiatru zapiera dech w piersiach…

Szlak prowadzący w górę, początkowo biegnie na zachód, ale później skręca na południe – i biegnie już w tym kierunku, aż do samego szczytu, skąd widok jest oczywiście bajeczny… Jak praktycznie wszystko w rejonie gór tęczowych. Przypomina krajobraz pochodzący zupełnie z innego świata i jakże trudny do opisania jedynie za pomocą zwykłych słów. Pozwól dlatego, że powstrzymam się od jakiegokolwiek opisu, a Ty, kiedy go zobaczysz na własne oczy, będziesz miał wspaniałą niespodziankę.

Następne, po dotarciu na szczyt wulkanu oraz po chwili zachwytu połączonej zapewne z zadumą, czeka nas droga w dół. Oczywiście można wrócić tą samą trasą, którą się tutaj przyszło, ale… zdecydowanie ciekawszym rozwiązaniem jest dalsza wędrówka w kierunku południowym, a później wschodnim, aż do szlaki wracającego z pół lawy Laugahraun. Trakt biegnący w dół jest tutaj jest dość stromy oraz trudny, ale widoki za to… jakże piękne. Po zejściu, należy dalej kierować się na wschód, aż do wąwozu Grænagil, gdzie kolorowym korytem płynie ze szczytów strumień lodowatej wody. Finalnie, droga kończy się w Ferðafélag Íslands, gdzie można skorzystać z okazji i zaznać błogiej kąpieli w niewielkim, aczkolwiek gorącym oczku wodnym, które się tutaj znajduje.

Cała trasa liczy 6,5 km, a jej pokonanie powinno zająć około 3 godzin. Na pewno jest ona doskonałym wyborem dla osób, którym górskie wędrówki nie są obce, ale myślę, że i nowicjusze dadzą tutaj sobie spokojnie radę (aczkolwiek na pewno odczują dość strome podejścia).