AzjaFilipinyPodróże

Pogieło Cię, nigdzie nie leć, przecież tam jest koronawirus!

qatar_airways_01

Pokłosie koronawirusa, który opanował Chiny, Koreę Południową oraz część obszarów Azji południowo – wschodniej z całą pewnością zbiera obecnie plony w branży turystycznej. Faktem jest, że wirus pokrzyżował również i moje plany związane z obecną podróżą na Filipiny, ale… pisząc ten tekst na pokładzie samolotu linii Qatar Airways lecącego do Dohy, gdzie czeka mnie przesiadka uważam, że zmiana ta wyszła mi całkiem na dobre… ????

Zacznijmy jednak od początku. Kiedy w listopadzie pojawiła się okazja zakupu biletów na Filipiny, długo się nie zastanawiałem. Pomimo tego, że cena była i tak już bardzo atrakcyjna, oczywiście nie byłbym sobą, gdybym nie spróbował jej jeszcze nieco obniżyć… ???? Kilka prostych trików i kwota spadła jeszcze o kilkanaście procent, a zaraz potem, bilety chińskich linii lotniczych China Southern pojawiły się na moim mailu. Loty miały wyglądać następująco – start z Berlina, następnie pierwsza przesiadka w Amsterdamie, druga w Guangzhou na południu Chin oraz finalnie lądowanie w Manili. W Amsterdamie na przesiadkę było tylko 55 min, więc zacząłem sobie jeszcze kalkulować – lotnisko duże, trzeba będzie zmienić strefę z europejskiej na kontynentalną więc przy spóźnieniu samolotu może być różnie. Ale z drugiej strony… czym ja się przejmuję? Wszystkie loty są przecież na jednej rezerwacji więc to nie mój problem. W razie czego najwyżej polecę kolejnym lotem, a przy dobrych okolicznościach, do kieszeni wpadnie mi jeszcze 600 euro, więc co mi tam – niech już będzie moja strata. ????

I faktycznie, strata była, ale nieco inna… Z początkiem lutego dostałem informację, że lot na odcinku Amsterdam – Guangzhou jest anulowany. W związku z powyższym szybki mail do agenta, u którego kupowałem bilety i dzień później jego odpowiedź – rezerwacja anulowana i 100% zwrotu kosztów. W sumie dobrze wyszło, bo linie byłyby chińskie, gdzie wirus szaleje, w Guangzhou choroba zaczyna się coraz bardziej rozprzestrzeniać więc nic nie dzieje się bez powodu. Wtedy jeszcze zakładałem, że wyjazd trzeba będzie spisać na straty (co ciekawe, dwa tygodnie wcześniej odwołany został mój lot na Sycylię z powodu złej pogody więc ten rok rozpocząłby się dla mnie jak jeszcze żaden inny), no ale trudno. W końcu nie ma miejsc, które nie można byłoby odwiedzić kolejnym razem.

Minął tydzień, drugi… koronawirus faktycznie zaczął się coraz bardziej rozprzestrzeniać, ale głównie w rejonie Chin. Na Filipinach od tego czasu jak dotąd odnotowano jedynie 3 oficjalne przypadki, z czego jeden skończył się śmiercią, drugi wyleczyli, a trzeci pozostał. Pomijam oczywiście fakt, że są to jedynie dane oficjale i cholera wie ile mają przypadków tego wirusa, które w ogóle nie zostały nigdzie zgłoszone, no ale… w mojej głowie zapaliła się wtedy lampka czy aby faktycznie wyjazd trzeba będzie spisać na straty…

Koronawirus i dylematy związane z podróżą

Statystyki, statystyki i jeszcze raz… statystyki. Ludzie trąbią o wirusie na lewo i prawo, ale ciekawy jestem, ile osób zdecydowało się poświęcić zaledwie kilkanaście minut swojego czasu i poczytać oficjalne raporty na temat tego oraz podobnych wirusów z przeszłości. Ja na szczęście należę do ludzi, którzy wolą słuchać ekspertów niż osób, które coś, kiedyś, gdzieś tam usłyszały i teraz im się coś wydaje… Fakty są jednak niepodważalne – wirus ptasiej grypy, który jeżeli dobrze pamiętam miał miejsce w 2010 roku, zabił około 12 tysięcy osób. Koronawirus jak dotychczas życie odebrał około 3 tysiącom osób, z czego zdecydowana większość to osoby starsze i przewlekle chore. Oczywiście daleki jestem od tego, aby komukolwiek teraz doradzać czy powinien lecieć w rejony Azji południowo – wschodniej czy nie. Niemniej jednak sam podjąłem decyzje, że jeżeli znajdę inne bilety w dobrej cenie to polecę.

I pojawiły się cztery, godne rozpatrzenia możliwości. Lot Emirates przez Dubaj, Etihadem przez Abu Dhabi, Qatarem przez Dohę oraz Air France przez Tajpej. Cenowo najlepiej wychodził Etihad, ale długie przesiadki i łączny czas lotu w każdą stronę powyżej 40 godzin nieco mnie zniechęcał. Cena lotu Air France również wyglądała bardzo korzystnie, tym bardziej, że z całą pewnością udałoby się jeszcze urwać z niej kilkaset złotych, ale… pozostawało pytanie jak za jakieś 2 – 3 tygodnie będzie wyglądała sytuacja w Tajpej? Odpuściłem i jak się później okazało słusznie, ponieważ niedługo potem  Filipiny oficjalnie zakomunikowały, że każda osoba przylatująca z Tajpej musi bezwzględnie przejść przez czternastodniową kwarantannę.

Po odrzuceniu powyższych opcji, w grze pozostało Emirates i Qatar, gdzie cenowo trochę lepiej wyglądały linię ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Ale ponieważ miałem przyjemność korzystać z usług obydwu przewoźników, finalnie zdecydowałem się polecieć Qatarem. Jeżeli zapytasz dlaczego to już Ci spieszę z odpowiedzią… Na wstępie jednak od razu zaznaczę, że obydwie linie uważam za bardzo dobre, ale moim zdaniem Qatar przewyższa o klasę, a może nawet i o dwie Emirates. Pierwszy raz leciałem Qatarem w 2015 roku do Australii, rok temu czyli w roku 2019 po raz pierwszy w życiu wybrałem Emirates, aby dotrzeć na Bali, a teraz… pisząc ten tekst w swoim laptopie, będąc na pokładzie Airbusa A350 lecącego z Wiednia do Dohy, gdzie mija właśnie trzecia godzina lotu upewniam się, że wybór był jak najbardziej słuszny. ????

Ubezpieczenie podróżne obejmujące koronawirusa

Kiedy lot został kupiony, pozostała jeszcze kwestia ubezpieczenia. Co prawda posiadam roczne ubezpieczenie nurkowe w DAN, które obejmuje swoim zakresem koszty leczenia w wyniku zdarzeń losowych, innych niż samo nurkowanie, do kwoty 15 tysięcy euro, ale szybko pojawiło mi się kilka pytań. Po pierwsze, czy ubezpieczenie to obejmuje również leczenie wywołane koronawirusem. Szybki telefon i po chwili otrzymałem informację twierdzącą. To jedno już mamy, teraz pozostała inna kwestia… czy 15 tysięcy euro to kwota wystarczająca, jeżeli trafię na czternastodniową kwarantannę… Obawiam się, że suma ta może nie wystarczyć.

No i teraz dopiero zaczęła się prawdziwa jazda. Zadzwoniłem do kilku agencji ubezpieczeniowych, z których większość nie potrafiła mi jednoznacznie odpowiedzieć, czy koszty leczenia wywołane koronawirusem są objęte w ich polisie (swoją drogą kompetencja takich pracowników naprawdę pozostawia wiele do życzenia), a pozostałe agencję odpowiedziały mi wprost, że koronawirus jest wyłączony z kosztów leczenia. Super, perspektywa lotu w miejsce, gdzie nawet zwykłe przeziębienie może skutkować umieszczeniem mnie w izolatce, za którą dodatkowo będę musiał jeszcze zapłacić w przypadku, kiedy koszty przekroczą 15 tysięcy euro jakoś nie brzmiała zachęcająco. Ale szczęście się w końcu do mnie uśmiechnęło, a w sumie z drugiej strony kto szuka ten znajduje. Nazajutrz udało mi się znaleźć ubezpieczenie, które pokrywa koszty leczenia w przypadku złapania koronawirusa – z pomocą przyszła Warta. Łączny koszt ubezpieczenia na niespełna miesiąc, do czterystu tysięcy złoty wyniósł 197 zł. Warto tutaj dodać, że zgodnie z informacjami jakie otrzymałem jeszcze od ubezpieczyciela, polisa pokrywa również koszty ewentualnego leczenia po terminie zawartej w umowie, jeżeli zachoruję w czasie jej trwania. Tzn. przekładając to na ludzki język – zakupiłem polisę do końca marca i teoretycznie, jeżeli trafię do izolatki przed końcem marca, to ubezpieczenie to pokryje koszty mojego leczenia nawet w kwietni, aż do momentu kiedy zostanę przetransportowany do Polski. Ok, to mi odpowiada, Więc czas ruszać w drogę!

Czy jest panika na lotniskach?

Myślę, że wiele osób stojących przed podobnym dylematem, zastanawia się jak sytuacja wygląda obecnie na lotniskach. Ja wylatywałem z Wiednia i zaraz opiszę Ci wszystko co mnie spotkało.

Ok, a więc zacznijmy od początku, czyli od podróży Flixbusem z Krakowa do Wiednia za 49 zł (gdzie te czasy, gdzie tą samą trasę dało się pokonać jeszcze życzliwym Polskim busem za złotówkę). W całym autobusie, który wypełniony był mniej więcej w połowie, tylko jedna osoba ubierała co chwilę rękawiczki, dezynfekowała dłonie oraz ogólnie rzecz biorąc, wykazywała zwiększone środki ostrożności, ale maseczki już nie ubierała, co czyni zdecydowana większość osób. Co ciekawe w ogóle w sprawie maseczek, lekarze są jednomyślni i uważają, że standardowe maseczki nie chronią zdrowych ludzi przed złapaniem wirusa, ale zapobiegają jedynie jego rozprzestrzenianiu. Dlatego też zalecane są nie dla osób zdrowych, ale zakażonych. Ja lekarzem nie jestem więc na ten temat nie będę się wypowiadał, zachęcam jednak każdego do zaczerpnięcia informacji na ten temat u ekspertów.

Na lotnisku w Wiedniu sytuacja wyglądała podobnie, tj. poza sporadycznymi grupami chińczyków (wraz z jedną z chińskich załóg) nie zauważyłem nikogo, kto nosiłby na twarzy maseczki. Nie wiem czy skanują tutaj temperaturę ciała, ponieważ nikt nie przykładał mi termometru do ciała, ale jak niektórzy mówią, skanowanie takie odbywa się automatycznie przy użyciu kamery termowizyjne. Jedyne moje doświadczenie z koronawirusem podczas bieżącej podróży to jedno pytanie przy odprawie, czy w ostatnim czasie przebywałem na terytorium Chin. Zgodnie z prawdą odpowiedziałem, że nie i temat się skończył. ????Ponadto, jeżeli chodzi o mnie to nie stosuję jakiejś zwiększonej ochrony w związku z potencjalnym zagrożeniem. Co prawda używam żelu antybakteryjnego, ale też nigdy nie zapuszczałem się do Azji bez niego. Może teraz częściej i dłużej myję ręce oraz postanowiłem już na tydzień przed wyjazdem systematycznie zażywać witaminę C, ale nic poza tym. Maseczek nie kupiłem i nie używam – na obecną chwilę jestem zdrowy i zdaję się na opinię ekspertów, którzy jednoznacznie mówią, że zwykłe maseczki nie zabezpieczają nas przed złapaniem wirusa.Na lotnisku w Wiedniu sytuacja wyglądała podobnie, tj. poza sporadycznymi grupami chińczyków (wraz z jedną z chińskich załóg) nie zauważyłem nikogo, kto nosiłby na twarzy maseczki. Nie wiem czy skanują tutaj temperaturę ciała, ponieważ nikt nie przykładał mi termometru do ciała, ale jak niektórzy mówią, skanowanie takie odbywa się automatycznie przy użyciu kamery termowizyjne. Jedyne moje doświadczenie z koronawirusem podczas bieżącej podróży to jedno pytanie przy odprawie, czy w ostatnim czasie przebywałem na terytorium Chin. Zgodnie z prawdą odpowiedziałem, że nie i temat się skończył. ????

Jeszcze co do samego lotu to muszę napisać, że samolot jest praktycznie puściutki (nie wiem czy taka sama sytuacja będzie w przypadku następnego lotu do Manili). Nie wiem, czy jest obłożony nawet w połowie, ale szczerze powiedziawszy nie będę ukrywać, że jakoś mi to przeszkadza – wręcz przeciwnie. Po rozmowie z jedną ze stewardes dowiedziałem się, że obecnie większość ich lotów z Wiednia obecnie tak właśnie wygląda. Oczywiście jest to spowodowane obawami przed wirusem i… jeżeli Filipiny będą również wolne od masy turystów to jak dla mnie będzie rewelacja, ale o tym przekonam się dopiero jutro. ????